14 września 2018

16 września w lesie turzańskim odbędą się uroczystości nad grobami pomordowanych przez NKWD w 1944 roku.

Uroczysta Msza św. rozpocznie się o godz. 15:00. W programie ponadto: o godz. 14:20 występ chóru działającego przy parafii pw. Św. Jana Chrzciciela w Sokołowie Małopolskim, o 14:35 program literacki pani Sabiny Woś, występ Orkiestry Wojskowej z Rzeszowa, Apel Pamięci i Salwa Honorowa w wykonaniu żołnierzy 21. Dywizjonu Artylerii Przeciwlotniczej im. gen. dyw. Józefa Ludwika Zająca z Jarosławia.

Na podstawie relacji świadków ustalono, że obóz w Trzebusce funkcjonował od 15 sierpnia do połowy listopada 1944 roku. Był to obóz przejściowy zlokalizowany na pastwisku gminnym. Załogę stanowili funkcjonariusze NKWD. Więźniami byli w przeważającej liczbie żołnierze Armii Krajowej. Skazani byli przymusowo kierowani do armii Berlinga, na wywózki w głąb ZSRS lub otrzymywali karę śmierci. Straceń dokonywano w lasach Turzy.

Teren pastwiska, na którym znajdował się były Dom Spółdzielczy ogrodzono drutem kolczastym. Wykopano tam 5 ziemianek wielkości 6 na 4 metry i głębokości 2 metrów. Ściany boczne ziemianek wyłożono drewnianymi okrąglakami, a stropy, które lekko wystawały nad ziemię, nakryto dachem z desek przysypanych warstwą ziemi. Wejścia do nich prowadziły przez założone w stropach klapy, aby wejść lub wyjść używano drabin, które wpuszczano do środka. Obóz zajmował obszar około 50 arów. W ziemiankach panowała ciemność, a jedynym oknem na świat i wywietrznikiem był właz wejściowy. Wewnątrz panował zaduch i ciasnota. Ziemianki mogły pomieścić około stu więźniów. Stłoczeni spali na ziemi jeden obok drugiego.

Cyklicznie przesłuchania odbywały się w kilku domach we wsi i trwały od kilku do nawet kilkunastu godzin, a przeprowadzali je oficerowie NKWD. Niektórzy więźniowie poddawani byli torturom psychicznym. Więźniowie po wyroku nie wracali do swoich ziemianek. Tych, których skazano na śmierć, przenoszono do ziemianki nr 1 znajdującej się przy bramie i wartowniach. Pozostałych wywożono do łagrów rozsianych po ZSRS. Wywózki skazańców odbywały się wieczorem w całkowitych ciemnościach. Więźniów załadowywano na samochód ciężarowy. Byli nadzy bądź mieli na sobie bieliznę. Ręce wiązano im z tyłu. Pojazdy kierowały się w stronę lasu w Turzy i do Trzebuski już nie wracały.

– Egzekucji dokonywano na miejscu. Ofiary w chwili mordu stały lub klęczały nad brzegiem mogiły. Więźniowie pozbawiani byli życia strzałem w tył głowy. W niektórych przypadkach skazańcom odbierano życie za pomocą noża, bagnetu bądź innego ostrego narzędzia – informuje Andrzej Ożóg, Burmistrz Sokołowa Małopolskiego.

Hipotezę dotyczącą sposobów mordu potwierdziły także oględziny dokonane jeszcze w 1944 r. przez żołnierzy AK, jak również ekshumacja szczątków ofiar przeprowadzona na początku lat 90. Ciała pomordowanych układano w trzech warstwach, a mogiły natychmiast starannie maskowano mchem i igliwiem.

Mord w Turzy porównywany jest do zbrodni dokonanej w Katyniu. Samo miejsce kaźni nazwane jest „małym Katyniem”.

Małgorzata Lewicka-Kyc