| "Troska" o młodzież |
|
|
| Wpisany przez X Marek Dyło |
| poniedziałek, 09 stycznia 2012 11:24 |
|
W pokoju gościnnym na ziemi można było obejrzeć logo fundacji, narysowane poprzedniego dnia przez młodzież na transparentach. Choć na Wigilię, nie mogli przybyć wszyscy, to o godz. 18.00 w Domu Kultury „Sokół” w Strzyżowie zgromadziło się 72 osoby. Byli to Ci, którzy czynnie angażowali się w działania Fundacji. Wigilia rozpoczęła się tradycyjnie od odczytania Ewangelii o Narodzeniu Jezusa, potem nastąpiło łamanie się opłatkiem. Dalej każdy młody człowiek, który miał jakiś wkład w naszą Fundację został przywitany. Nie obeszło się bez kolędowania. Każdy mógł do woli częstować się barszczem z uszkami, pierogami i ciastem. A wszystko zaczęło się rok temu, kiedy to ks. Biskup Jan Niemiec podarował nam dom rodzinny w Kozłówku, z przeznaczeniem do pracy z młodzieżą. Założyliśmy Fundację o nazwie Troska, której głównym zadaniem jest prowadzenie tego domu. Od wiosny 2011 r. rozpoczęliśmy jego remont. Na początku było kilka osób, z czasem powstała wspólnota licząca około 80 osób. Dzisiaj bardzo dużo narzeka się na młodzież, mówi się przysłowiowo, że pije i pali. Te i inne problemy młodych ludzi wynikają często z faktycznego braku pomysłu na mądre zagospodarowanie ich czasu. Nasza Fundacja chce wyjść naprzeciw tym problemom. Od kilkunastu lat obserwując życie młodzieży wiedziałem, że trzeba im stworzyć przestrzeń, która byłaby areną walki, która rodziłaby prawdziwych dojrzałych mężczyzn, w dobie kryzysu ojcostwa i męskości. Fundacja i dom w Kozłówku jest zrealizowaniem tych moich przemyśleń. Gdybym miał jednym zdaniem streścić cel działań pedagogicznych, odpowiedziałbym, że jest nim: formowanie serc prawdziwych mężczyzn, wojowników. Wszelkie decyzje ludzkie zapadają w sercu. Bitwa pomiędzy tym co szlachetne, a tym co jest złe rozgrywa się w sercu. Jest ono przestrzenią gdzie mogą narodzić się siły moralne, które stawiają opór złu. Te siły, jak podpowiada papież Benedykt, rodzą się ze spotkania serca ludzkiego z Bogiem. Jest to walka na śmierć i życie. Młodych ludzi trzeba dzisiaj przede wszystkim nauczyć mądrze rozgrywać swoje życie. Jest to zadanie długofalowe i trudne, ale warte wyzwania. Młodzież gdy wchodzi w różne nałogi nie musi dawać z siebie żadnego wysiłku, ale w powiedzeniu różnym pokusom słowa „nie” potrzebne jest serce wojownika. Potrzebny jest upór i wytrwałość żołnierza. Upór i wytrwałość należy ćwiczyć. I dlatego od wiosny wyjeżdżaliśmy do naszego domu, aby ciężko pracować. Chłopcy wykonali dużo ciężkiej pracy: kopanie rowów na przyłącz wody i prądu, skuwanie betonowych posadzek, wywożenie ziemi, przewalanie gruzu. Nie była to łatwa praca. Przy niej dochodziło miedzy chłopakami do różnych konfliktów. Takie sytuacje zmuszały nas do rozwiązywania ich na bieżąco. Przemek stwierdził, że jesteśmy jak rodzina. Nasza ciężka praca przy domu nas łączy. Jest dobrym lekarstwem na nudę, ale przede wszystkim uczy walki, rodzi w nas serca wojowników. Jestem przekonany, że każdy młody chłopak, który jest związany z naszą wspólnotą będzie kiedyś mądrym mężem i ojcem. Będzie prawdziwym wojownikiem walczącym o swoją rodzinę. Na nasz dom w Kozłówku trzeba patrzeć przez pryzmat wychowawczy. Nie zabrakło też chwil bardzo wesołych, kiedy oblewaliśmy się wodą z wiader, aby w czasie sierpniowych upałów się schłodzić. Były to wodne bitwy. Często robiliśmy grilla. Najbardziej zaangażowany był Bartłomiej Krochmal, którego wybraliśmy na kierownika domu. Od czasu do czasu wyjeżdżamy w góry. Chodząc po nich uczymy się wytrwałości i pokonywania zmęczenia. Przebywając z młodzieżą przekonuję się, że wobec nich należy być bardzo szczerym i przejrzystym. Cały swój wolny czas im poświęcam, nie pamiętam, abym miał kiedyś wolny wieczór i siedział w ciepłych kapciach na wikarówce odpoczywając, choć i to potrzebne. Kieruję się zasadą, że nie ma miłości bez obecności. Jeżeli na kimś ci bardzo zależy, to oddajesz mu swój czas. Tego nauczyłem się od swoich rodziców. Pracując z młodzieżą doświadcza się też tajemnicy żywego Kościoła jako domu, ale też areny walki o waleczne serce. Wśród młodych są osoby będące blisko Boga, ale też osoby nie chodzące do kościoła. Dzięki takiej działalności Kościół jawi się jako wspólnota nie tylko dla starszych osób, ale dla młodych, może i zagubionych, ale chcących żyć pełnią życia. Nigdy nie byłoby Fundacji i tego dzieła Wspólnoty Troska, bo tak naszą grupę nazywam, bez udziału tylu młodych ludzi. Oprócz „Kierownika” wymienić należy chociażby Przemka Matłosza, Michała Włodykę, Patryka Oliwę czy Kubę i Dominika Sarnę. To tylko nieliczni, jednak wymieniam ich, bo chcę dać dojść do głosu personalizmowi, który podpowiada szanować człowieka jako osobę, a nie jako masę. Faktycznie Bóg dał mi charyzmat gromadzenia młodzieży, ale to ich entuzjazm, radość, spontaniczność i wielka ofiarność są motorem żywotności naszej wspólnoty. Głównym zdaniem z Biblii, które nam przyświeca jest stwierdzenie Jezusa: „Poznacie prawdę a prawda was wyzwoli”. Mówić wszystko szczerze, „aż do bólu”, to nasza złota zasada, mając zawsze na uwadze szacunek do drugiego jako bliźniego. |
Kontakt ze studiem:
GG: 78500
(17) 8 500 500
radio@radiovia.com.pl
|
|





















ks. Piotr Gnat (Strzyżów) - Od samego rana w piątek 30 grudnia w moim mieszkaniu było pełno ludzi. Siedem dziewczyn lepiło pierogi w kuchni pod okiem Pani Barbary i Joanny, nauczycielek z Zespołu Szkół Technicznych. Przed nimi było ulepienie około 1000 pierogów. Rozkładały je wszędzie, gdzie się dało: w pokoju, w sypialni, w kuchni, w korytarzu. Chłopcy przy komputerze opracowywali prezentację z kolędami do wspólnego śpiewania. Co chwile przyjeżdżali nowi młodzi ludzie i przywozili różne ciasta. Wszystko dlatego, że ten dzień był dla nas bardzo ważny. Był to dzień Wigilii Fundacji Troska.










