2 stycznia 2019

zdj. ARK

Okres świąteczny to często dla wielu okazja do tzw. długiego weekendu, niektórzy do pracy wrócili dopiero dziś, inni wrócą 7 stycznia. Natomiast dla służb takich jak straż pożarna, policja czy pogotowie to czas wzmożonej pracy.

Łukasz Chudzik, koordynator dyspozytorni medycznej w Rzeszowie mówi, że w tym czasie jest o 1/4 więcej wezwań niż w pozostałe dni. Czym jest to spowodowane? – Między innymi brakiem dostępu do podstawowej opieki zdrowotnej. – odpowiada. –Jako dyspozytornia medyczna w Rzeszowie obsługujemy 4. powiaty: rzeszowski, leżajski, niżański, łańcucki i miasto Rzeszów, czyli ok. 600 tys. mieszkańców. W świąteczne dni dziennie zdarza się, że wyjeżdżamy ok. 150 razy.

150 interwencji odnotowała Państwowa Straż Pożarna w Rzeszowie od 24 grudnia do drugiego dnia świąt – mówi mł. bryg. Marcin Betleja, rzecznik prasowy Podkarpackiego Komendanta Wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej. Większość z nich, to interwencje niezwiązane z ogniem. – Czyli tzw. miejscowe zagrożenie, wśród nich najwięcej to wypadki drogowe, w których rannych zostało prawie 40 osób. W Sylwestra na Podkarpaciu mieliśmy ponad 100 interwencji, tylko w 38 przypadkach wyjeżdżaliśmy do pożaru, pozostałe zdarzenia to wypadki drogowe, tam rannych zostało 28 osób. To bardzo analogiczne liczby do lat ubiegłych, ale też liczby, którymi operujemy na co dzień. Dla nas ten czas nie różnił się od normalnego dnia pracującego.

Podkarpacka policja w tym czasie koncentruje swoje działania na drogach, bo święta, to okazja do wyjazdów i dłuższych podroży. –Podczas pięciodniowej akcji sylwestrowo-noworocznej na drogach Podkarpacia doszło do 20 wypadków, w których 4 osoby poniosły śmierć, a 22 zostały ranne. Policjanci zatrzymali 36 kierowców, którzy byli pod wpływem alkoholu. – mówi nadkomisarz Marta Tabasz-Rygiel, Rzecznik Prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Rzeszowie.

Od początku świątecznych policyjnych działań, czyli od 21. grudnia do 1 stycznia doszło w sumie do 36 wypadków w których 40. osób zostało rannych a 6 zginęło.

Agnieszka Radochońska-Kloc