Basia Kawa – Zdobyłeś

Premiera: Listopad 2018

Basia Kawa, nazywana polską Lindsey Stirling, współczesną Vanessa-Mae    

Jest jedyną w Polsce posiadaczką elektrycznych, spersonalizowanych, 5- strunowych skrzypiec, skonstruowanych przez Johna Jordana w Kalifornii. Basia Kawa potrafi grać na nich z niesamowitą wirtuozerią. A w dodatku również śpiewa. Wydała 2 płyty z autorską muzyką. Zdobyłeś ukazała się końcem 2018 roku. Z wielką przyjemnością zapraszamy Was do posłuchania z nami piosenek z płyty Zdobyłeś.

Basia Kawa zdradza swoją historię o tym, jak doszła do momentu, w którym jest dziś. Historia nie jest wcale prosta i oczywista. Gdy Basia Kawa, pełnoetatowa mama stanęła przed wyborem: brakująca w nowym mieszkaniu kuchnia a spersonalizowane, 5-strunowe, elektryczne skrzypce, dylemat był spory. Jak funkcjonować na co dzień bez kuchni z dwójką małych dzieci?

Ostatecznie w domu Basi Kawy stoją najbardziej wyjątkowe skrzypce w Polsce, za to kuchni nadal brak.

Zastanawiasz się dlaczego? Jako mała dziewczynka Basia Kawa miała wiele marzeń, ale jedno z nich było wyjątkowe. Odkąd pamięta, chciała grać na skrzypcach. Pasją do skrzypiec zaraził ją dziadziu. Był lutnikiem z zamiłowania, zawsze pragnął, by któreś z jego wnucząt grało na skrzypcach. Starsze rodzeństwo nie wykazywało wielkiego entuzjazmu, z kolei Basia zawsze była tak niewielkiego wzrostu, że nawet będąc w pierwszej klasie podstawówki miała zbyt krótką rączkę, by móc zacząć grać. Z tęsknotą i jednocześnie nadzieją przyglądała się skrzypcom, które były w rodzinnym domu i czekała, aż do instrumentu urośnie jej ręka. Do dzisiaj pamięta, jak się czuła, kiedy po raz pierwszy wzięła go do ręki. I tak w wieku 8 lat rozpoczęła przygodę, która zdeterminowała całe jej i jej rodziny życie.

Przez pierwsze 3 lata nauczycielem muzyki był dla niej dziadziu. To on zaraził ją miłością do skrzypiec. On wraz z uczącym Basię Kawę śpiewu tatą rozwijali w niej pasję do muzyki.

Kiedy podrosła, zaczęła jeździć do szkoły muzycznej. Jej determinacja zadziwiała rodzinę, kolegów i nauczycieli. Zawsze była najniższa w klasie, ale wytrwałością przewyższała wszystkich. Od piątej klasy podstawówki ciągnęła 2 szkoły: podstawową i muzyczną.

Będąc w gimnazjum i liceum wstawała skoro świt, by zdążyć na pociąg o 6 rano do Rzeszowa oddalonego od domu rodzinnego o ponad 30 km, gdzie chodziła do szkoły. Po zajęciach w szkole biegła prosto do szkoły muzycznej. Nieważne czy na zewnątrz padał śnieg czy deszcz, wiał wiatr czy paliło słońce. Do domu wracała ok. 21:00. Jej życie kręciło się wokół skrzypiec. Po powrocie do domu siadała szybko do lekcji, żeby je jak najszybciej skończyć, bo wiedziała, że kolejnego dnia będzie musiała znowu wstać z samego rana.

Pomimo zmęczenia, ogromnego wysiłku, jaki kosztowało jej pogodzenie gimnazjum, a potem liceum, ze szkołą muzyczną w innym mieście, nie poddała się. Miała cel, który pchał ją do przodu. Z dnia na dzień, z roku na rok. Chciała być coraz lepsza w grze na skrzypcach. Studia były dla niej oczywistym wyborem. Wiedziała, że tylko Akademia Muzyczna wchodzi w grę. Nie planowała jednak wyprowadzać się na drugi koniec Polski, rozpoczynając naukę w najbardziej oddalonej od jej domu rodzinnego uczelni. Z drugiej strony wiedziała jednak, że studia dadzą jej możliwość, by szlifować swój warsztat wokalny i instrumentalny.

Pomimo licznych wątpliwości wybór padł na uczelnię w Gdańsku, który okazał się dla niej wyjątkowo szczęśliwym miastem. Jeszcze na studiach poznała swojego męża, który od początku bardzo ją wspiera.

Po ukończonej z sukcesem Akademii Muzycznej (2 dyplomy: wokal jazzowy i skrzypce) postanowiła nie ustawać w rozwoju. Pragnęła, aby muzyka, którą tworzy, pisząc własne teksty i muzykę, była inspiracją i motywacją dla innych, by przekazywała pełną gamę emocji jakich każdy z nas na co dzień doświadcza. Zwykłe skrzypce jej nie wystarczały. Zapragnęła grać na elektrycznych, pięciostrunowych, które w dodatku idealnie leżałyby w jej filigranowej dłoni. Po długich poszukiwaniach udało się znaleźć lutnika, który był w stanie je wykonać. To John Jordan z Kalifornii.

Instrument powstawał przez pół roku, był to proces, w którym Basia Kawa aktywnie uczestniczyła, łącząc się online z mistrzem zza oceanu: wybrała odpowiedni kawałek drewna, kolor, konsultowała wymiary instrumentu oraz wszelkie kwestie techniczne związane m.in. z dodatkową, nietypową dla skrzypiec piątą struną. Niestety koszt takich skrzypiec okazał się bardzo wysoki. I wtedy Basi Kawy mąż zadał jej pytanie: Basia, co wolisz: zamawiamy wykonanie kuchni, której brakuje nam w mieszkaniu czy 5-strunowe, elektryczne skrzypce. Wytrwałość w realizacji celów, pragnienie życia z pasją i dążenie do realizacji marzeń przy pełnym wsparciu bliskich wskazywały na jedną tylko odpowiedź…